Karoline POV
- Mamo nie
teraz. – jęknęłam, gdy wciskała
mi na głowę czapkę
od babci.
- Jak nie teraz
to kiedy ? No pomyśl tylko, jak uroczo będziesz
w niej wyglądać. – uśmiechnęła
się do mnie, na co ja wywróciłam
oczami.
- Dobra. Założę
tą czapkę, jeśli
dasz mi 10 złotych. – uśmiechnęłam
się zwycięsko. Wiedziałam,
że mamie bardzo zależy
na tym, abym założyła
tę czapkę.
- Okej, ale
pójdziesz dziś ze mną i z ojcem na
kolacje do nowych sąsiadów.
- Dobrze, ale
teraz koniec dyskusji bo się spóźnię
do szkoły. Znowu. – jęknęłam.
Mama uśmiechnęła
się do mnie i przytuliła
mnie.
Pożegnałam
się z nią i ruszyłam
do szkoły prywatnej. Uczęszczałam
tam od zeszłego roku, czyli jestem już
drugiej klasie liceum. W szkole jestem popularna, ale nie zwracam na to zbyt dużej
uwagi. Moja popularność polega na tym, że
każdy zna moje imię
i nazwisko i mówi mi „cześć” na korytarzu albo stołówce.
Moje oceny nie są jakieś niesamowite, ale
większość z nich to
czwórki i piątki. Większość
osób z mojej klasy pewnie mi ich zazdrości.
Nagle z moich
rozmyślań wyrwał
mnie pisk biegnącej do mnie Lucy. Jak pewnie się
domyślacie Lucy jest moją
przyjaciółką. Znam ją
od urodzenia. Jest dla mnie jak siostra, którą straciłam
zaraz po urodzeniu. Na to wspomnienie w moich oczach zaczęły
zbierać się łzy.
Szybko zamknęłam oczy i przetarłam
je ręką.
Przywitałam
się z moją przyjaciółka
buziakiem w policzek i już byłyśmy
w szkole. Poszłyśmy do swoich
szafek. Lucy ma szafkę po drugiej stronie korytarza. Moją
pierwszą lekcją dziś
była biologia.
Nic nie miałam
do tego przedmiotu, nawet trochę go lubiłam. Ale pani
profesor już nie była taka fajna.
Zawsze się o wszystko czepiała.
Karoline tam powinno być napisane chloroplast a nie chloroplasty.
Jejku jak tylko pomyśle, że zaraz mam z nią
lekcje to aż mnie rzuca.
- Karoline
powiesz pani profesor, że ja się zwolniłam
dzisiaj z lekcji biologii ? – zapytała mnie Lucy.
- A jesteś
na prawdę zwolniona czy tylko kłamiesz
? – zapytałam ją z przymrużonymi
oczami.
- Jestem
zwolniona, zresztą przyjechałam tutaj tylko
ciebie przywieść. – powiedziała
i mrugnęła do mnie lewym okiem.
- No dobra,
powiem jej. – powiedziałam na co Lucy rzuciła
mi się na szyję dziękując
z czego ja się zaśmiałam.
W tej chwili zadzwonił dzwonek, więc
musiałam się z nią
pożegnać. Ruszyłam
szybkim krokiem w stron klasy. Weszłam do niej dosłownie
minutę przed nauczycielką.
Powiedziałam pani profesor, że
Lucy nie będzie na co ta tylko pokiwała
głową i usiadła
przy swoim biurku.
Kiedy siadałam
w ławce do klasy wbiegł
jakiś chłopak. Był
bardzo przystojny, ale jedno mnie w nim zdziwiło. Miał
złote oczy. W mojej głowie
zapaliło się czerwone światełko.
Przecież to niemożliwe, żeby
on był…
- Uwaga klaso !
To jest wasz nowy kolega Justin Bieber. Mam nadzieję,
że miło go przywitacie.
A teraz Justin usiądź z … -
nauczycielka patrzyła się na wolne miejsca.
Modliłam się aby nie wybrała
mnie, bo to mogło by być dla mnie coś
strasznego. – Karoline. Mam nadzieję, że
cię nie pogryzie. – Zaśmiała
się ,a ja myślałam
nad zemstą na tę facetkę.
No cóż zawsze mogę wykopać
jej kwiatki w ogródku. Zaśmiałam się
w myślach.
Justin usiadł
koło mnie uśmiechając
się miło. Mam nadzieję,
że się powstrzymam.
- Hej jestem
Justin, a ty jesteś Karoline prawda ?- powiedział.
- Cześć,
tak jestem Karoline. Skąd jes… - nie zdążyłam
dokończyć mojego pytania,
bo nauczycielka mi to przerwała. Warknęłam na nią w myślach.
- Dzisiaj będziemy
pracować w parach. Zaraz dam wam tabele, które będziecie
musieli wypełnić. Para, która
najszybciej i dobrze wykona pracę dostanie niespodziankę.
- Ugh… Nienawidzę
niespodzianek.
Usłyszałam
ze swojej lewej chichot. Ojejku jaki słodki. Jak u małego
chłopczyka. Obróciłam
się w stronę Justina i zobaczyłam
go śmiejącego się
ze mnie. Nienawidzę, gdy ktoś się
ze mnie śmieje, ale dla niego zrobię
wyjątek. Uśmiechnęłam się do niego i zapytałam delikatnym
głosem.
- Z
czego się śmiejesz ?
- Z
ciebie. – odpowiedział bez namysłu.
- A co
ja takiego śmiesznego zrobiłam ? –zapytałam słodko.
-
Warknęłaś na nauczycielkę jak lwica. – zachichotał. Ja też, a to nie zdarza mi
się ostatnio za często. Jego chichot jest po prostu zaraźliwy.
- No
cóż. Ja po prostu nie lubię niespodzianek.
__________________________________________________________________
Przepraszam, że dawno nie dodawałam ale nie miałam dostępu do internetu. :(
Mam nadzieję, że się podoba ;)
Mam do was małą prośbę ;> Jeśli już to czytasz to możesz też skomentować ;)
uwielbiam uwielbiam uwielbiam nie moge sie doczekać następnego rozdziału :3
OdpowiedzUsuńBoskie :)
OdpowiedzUsuńczekam na nowy rozdział :)
OdpowiedzUsuń