8 listopada 2013

Rozdział 3
Karoline POV
- Mamo nie teraz. – jęknęłam, gdy wciskała mi na głowę czapkę od babci.
- Jak nie teraz to kiedy ? No pomyśl tylko, jak uroczo będziesz w niej wyglądać. – uśmiechnęła się do mnie, na co ja wywróciłam oczami.
- Dobra. Założę tą czapkę, jeśli dasz mi 10 złotych. – uśmiechnęłam się zwycięsko. Wiedziałam, że mamie bardzo zależy na tym, abym założyła tę czapkę.
- Okej, ale pójdziesz dziś ze mną i z ojcem na kolacje do nowych sąsiadów.
- Dobrze, ale teraz koniec dyskusji bo się spóźnię do szkoły. Znowu. – jęknęłam.
Mama uśmiechnęła się do mnie i przytuliła mnie.
Pożegnałam się z nią i ruszyłam do szkoły prywatnej. Uczęszczałam tam od zeszłego roku, czyli jestem już drugiej klasie liceum. W szkole jestem popularna, ale nie zwracam na to zbyt dużej uwagi. Moja popularność polega na tym, że każdy zna moje imię i nazwisko i mówi mi „cześć” na korytarzu albo stołówce. Moje oceny nie są jakieś niesamowite, ale większość z nich to czwórki i piątki. Większość osób z mojej klasy pewnie mi ich zazdrości.
Nagle z moich rozmyślań wyrwał mnie pisk biegnącej do mnie Lucy. Jak pewnie się domyślacie Lucy jest moją przyjaciółką. Znam ją od urodzenia. Jest dla mnie jak siostra, którą straciłam zaraz po urodzeniu. Na to wspomnienie w moich oczach zaczęły zbierać się łzy. Szybko zamknęłam oczy i przetarłam je ręką.
Przywitałam się z moją przyjaciółka buziakiem w policzek i już byłyśmy w szkole. Poszłyśmy do swoich szafek. Lucy ma szafkę po drugiej stronie korytarza. Moją pierwszą lekcją dziś była biologia.
Nic nie miałam do tego przedmiotu, nawet trochę go lubiłam. Ale pani profesor już nie była taka fajna. Zawsze się o wszystko czepiała. Karoline tam powinno być napisane chloroplast a nie chloroplasty. Jejku jak tylko pomyśle, że zaraz mam z nią lekcje to aż mnie rzuca.
- Karoline powiesz pani profesor, że ja się zwolniłam dzisiaj z lekcji biologii ? – zapytała mnie Lucy.
- A jesteś na prawdę zwolniona czy tylko kłamiesz ? – zapytałam ją z przymrużonymi oczami.
- Jestem zwolniona, zresztą przyjechałam tutaj tylko ciebie przywieść. – powiedziała i mrugnęła do mnie lewym okiem.
- No dobra, powiem jej. – powiedziałam na co Lucy rzuciła mi się na szyję dziękując z czego ja się zaśmiałam. W tej chwili zadzwonił dzwonek, więc musiałam się z nią pożegnać. Ruszyłam szybkim krokiem w stron klasy. Weszłam do niej dosłownie minutę przed nauczycielką. Powiedziałam pani profesor, że Lucy nie będzie na co ta tylko pokiwała głową i usiadła przy swoim biurku.
Kiedy siadałam w ławce do klasy wbiegł jakiś chłopak. Był bardzo przystojny, ale jedno mnie w nim zdziwiło. Miał złote oczy. W mojej głowie zapaliło się czerwone światełko. Przecież to niemożliwe, żeby on był…
- Uwaga klaso ! To jest wasz nowy kolega Justin Bieber. Mam nadzieję, że miło go przywitacie. A teraz Justin usiądź z … - nauczycielka patrzyła się na wolne miejsca. Modliłam się aby nie wybrała mnie, bo to mogło by być dla mnie coś strasznego. – Karoline. Mam nadzieję, że cię nie pogryzie. – Zaśmiała się ,a ja myślałam nad zemstą na tę facetkę. No cóż zawsze mogę wykopać jej kwiatki w ogródku. Zaśmiałam się w myślach.
Justin usiadł koło mnie uśmiechając się miło. Mam nadzieję, że się powstrzymam.
- Hej jestem Justin, a ty jesteś Karoline prawda ?- powiedział.
- Cześć, tak jestem Karoline. Skąd jes… - nie zdążyłam dokończyć mojego pytania, bo nauczycielka mi to przerwała. Warknęłam na nią w myślach.
- Dzisiaj będziemy pracować w parach. Zaraz dam wam tabele, które będziecie musieli wypełnić. Para, która najszybciej i dobrze wykona pracę dostanie niespodziankę.
- Ugh… Nienawidzę niespodzianek.
Usłyszałam ze swojej lewej chichot. Ojejku jaki słodki. Jak u małego chłopczyka. Obróciłam się w stronę Justina i zobaczyłam go śmiejącego się ze mnie. Nienawidzę, gdy ktoś się ze mnie śmieje, ale dla niego zrobię wyjątek. Uśmiechnęłam się do niego i zapytałam delikatnym głosem.
- Z czego się śmiejesz ?
- Z ciebie. – odpowiedział bez namysłu.
- A co ja takiego śmiesznego zrobiłam ? –zapytałam słodko.
- Warknęłaś na nauczycielkę jak lwica. – zachichotał. Ja też, a to nie zdarza mi się ostatnio za często. Jego chichot jest po prostu zaraźliwy.

- No cóż. Ja po prostu nie lubię niespodzianek.
__________________________________________________________________

Przepraszam, że dawno nie dodawałam ale nie miałam dostępu do internetu. :(
Mam nadzieję, że się podoba ;)
Mam do was małą prośbę ;> Jeśli już to czytasz to możesz też skomentować ;)

3 komentarze:

Jeden komentarz to jeden uśmiech na twarzy autorki ;)

« »
Layout by TYLER