- Justin Jason Bieber proszony do gabinetu dyrektora
– rozległo się moje nazwisko w głośniku
szkolnego radia.
- Stary, musiałeś nieźle nabroić skoro dyrektor cię wzywa! – usłyszałem od kolegi. Sam nie wiem, co się stało, wzywa mnie tak nagle. Nie mam pojęcia, o co mógłby się przyczepić. Zgarnąłem plecak i poszedłem do gabinetu. Dyrektor już na mnie czekał.
- Usiądź, proszę. – powiedział – mam do przekazania ci pewną informację. – Ton jego głosu nie wróżył nic dobrego. Zaniepokoiłem się i zacząłem snuć domysły, co się stało, co zrobiłem nie tak? No dobra, może czasem coś zrobię, ale jeszcze nigdy nie potrzeba było do tego dyrektora. Na odpowiedź nie musiałem długo czekać, bo dyrektor podjął dalszy ciąg tematu.
- Dzisiaj rano zdarzył się wypadek w naszym mieście. – Nie rozumiałem, co ja mam z tym wspólnego? Widząc, że nie zamierzam się odzywać, mówił dalej. – To był śmiertelny wypadek. Twoi rodzice w nim zginęli. Bardzo mi przykro.
Zapadła cisza. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Czy ja w ogóle powinienem coś mówić? Nie wiem, co myśleć. Nie! To nie może być prawda! Moi rodzice? Pomylili ich z jakimś innym małżeństwem! Schowałem twarz w dłoniach. Boże, to nie dzieje się naprawdę! Czuję jakiś dziwny ból, gdzieś we wnętrzu ciała, ucisk, jakby coś chciało mnie przygnieść. W jednej chwili poczułem, że cały świat mi się zawalił, ktoś zburzył moją harmonię. Mówili do mnie, ale bezskutecznie. Podniosłem głowę i rozpoznałem naszą szkolną psycholożkę. Nie słuchałem jej. Patrzyłem tylko otępiały. W jednej chwili to coś, co mnie przygniatało, wybuchło. Poderwałem się z miejsca. Chciałem znaleźć się jak najdalej stąd. Zacząłem biec. Wybiegłem ze szkoły prosto przed siebie, byle uciec, byle obudzić się z tego koszmaru. Czułem narastający we mnie ból, chęć ukarania kogoś, kto za to jest odpowiedzialny.
- Stary, musiałeś nieźle nabroić skoro dyrektor cię wzywa! – usłyszałem od kolegi. Sam nie wiem, co się stało, wzywa mnie tak nagle. Nie mam pojęcia, o co mógłby się przyczepić. Zgarnąłem plecak i poszedłem do gabinetu. Dyrektor już na mnie czekał.
- Usiądź, proszę. – powiedział – mam do przekazania ci pewną informację. – Ton jego głosu nie wróżył nic dobrego. Zaniepokoiłem się i zacząłem snuć domysły, co się stało, co zrobiłem nie tak? No dobra, może czasem coś zrobię, ale jeszcze nigdy nie potrzeba było do tego dyrektora. Na odpowiedź nie musiałem długo czekać, bo dyrektor podjął dalszy ciąg tematu.
- Dzisiaj rano zdarzył się wypadek w naszym mieście. – Nie rozumiałem, co ja mam z tym wspólnego? Widząc, że nie zamierzam się odzywać, mówił dalej. – To był śmiertelny wypadek. Twoi rodzice w nim zginęli. Bardzo mi przykro.
Zapadła cisza. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Czy ja w ogóle powinienem coś mówić? Nie wiem, co myśleć. Nie! To nie może być prawda! Moi rodzice? Pomylili ich z jakimś innym małżeństwem! Schowałem twarz w dłoniach. Boże, to nie dzieje się naprawdę! Czuję jakiś dziwny ból, gdzieś we wnętrzu ciała, ucisk, jakby coś chciało mnie przygnieść. W jednej chwili poczułem, że cały świat mi się zawalił, ktoś zburzył moją harmonię. Mówili do mnie, ale bezskutecznie. Podniosłem głowę i rozpoznałem naszą szkolną psycholożkę. Nie słuchałem jej. Patrzyłem tylko otępiały. W jednej chwili to coś, co mnie przygniatało, wybuchło. Poderwałem się z miejsca. Chciałem znaleźć się jak najdalej stąd. Zacząłem biec. Wybiegłem ze szkoły prosto przed siebie, byle uciec, byle obudzić się z tego koszmaru. Czułem narastający we mnie ból, chęć ukarania kogoś, kto za to jest odpowiedzialny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeden komentarz to jeden uśmiech na twarzy autorki ;)